Gniazdo - rodzima wiara i kultura

G n i a z d o

Rodzima wiara i kultura

Strona główna   •   Gniazdo   •   Konkurs   •   Szukaj   •   Linki   •   Kontakt

Archeologia i rekonstrukcja

Kącina na świętej wyspie Jeziora Zarańsko
2008-10-17
Wczesnośredniowieczne grodzisko odkryte jeszcze pod koniec XIX w. w miejscowości Żółte nad Jeziorem Zarańskim nie rozszerzyło zbytnio wiedzy naukowców o plemionach pomorskich. Nikt nie przypuszczał, że po wznowieniu w tym miejscu badań w XXI w. archeolodzy odkryją świętą wyspę, na której odbywały się bogate targi i stała kącina.

Zaczęło się od przypadkowego odkrycia. Pięć lat temu nad Jezioro Zarańskie w pobliżu Drawska Pomorskiego przyjechali na obóz szkoleniowy płetwonurkowie z toruńskiego klubu nurkowego "Humbak". Piotr Białowicz, prezes tego klubu, zwiedzając okolicę trafił na wyspę znajdującą się niedaleko grodziska. Zwrócił uwagę na wystające z wody pnie, usytuowane tuż przy brzegu.

- Piotr wiedział, że zajmuję się archeologią podwodną, więc zawołał mnie i pokazał znalezisko - mówi Jacek Niegowski, doświadczony toruński płetwonurek, zarazem miłośnik archeologii. - Grzebiąc ręką w przybrzeżnym mule znalazłem mnóstwo przedmiotów...

Nad Jezioro Zarańskie przyjechał wkrótce prof. Wojciech Chudziak. Uznał, że na wyspie muszą znajdować się pozostałości ważnego ośrodka z okresu wczesnego średniowiecza. Nie przypuszczał jednak, że odkryje tak dobrze zachowane zabytki. Cztery lata temu rozpoczęły się na wyspie regularne prace badawcze. - Badania na wyspie prowadzimy dwutorowo - mówi dr Ryszard Kaźmierczak. - Jedna ekipa prowadzi wykopaliska naziemne, a druga podwodne. Daje to nam pełniejszy obraz tego, jak wyglądało życie na wyspie w czasach jej świetności.

Przystępując do badań toruńscy archeolodzy nie wiedzieli jeszcze, dlaczego prawie tysiąc lat temu mieszkańcy Pomorza wbijali w dno jeziora potężne pale dębowe. Wokół całej wyspy odkryto ich setki. Jakby jej brzeg przebudowany został w drewniane nabrzeże. Jednak niektóre pale wychodziły na kilka metrów w głąb jeziora. Po co Pomorzanie zbudowali wokół wyspy tak dziwną i skomplikowaną konstrukcję?

Przedwojenni niemieccy badacze przeforsowali teorię, że Pomorzanie zamieszkiwali niekiedy w osadach składających się z domów na palach wbitych w dna jezior. Nie potrafili jednak tego logicznie uzasadnić. Po co budować domy na wodzie, kiedy o wiele łatwiej i bezpieczniej wznosić osady na lądzie? Znaleziska z Zarańska wskazują, że były to jednak imponujące nabrzeża i pomosty, pełniące też funkcję przystani.

Wystające z dna jeziora Zarańskiego pale nie są jedyną pozostałością z wczesnego średniowiecza. W pobliskim grodzisku archeolodzy natrafili na resztki domów i jam gospodarczych. Nie wykluczają, że znajdowała się tam osada obronna, połączona z wyspą mostem.

- Kolejne etapy poszukiwań dostarczały nowych informacji - mówi prof. Wojciech Chudziak. - A im więcej mieliśmy danych źródłowych, tym odważniej mogliśmy formułować wnioski. Dziś mogę z całą pewnością stwierdzić, że wyspa nie była na stałe zamieszkała. W jej centrum odkryliśmy resztki budowli, zapewne kąciny, czyli pogańskiej świątyni, i wiele innych dowodów na to, że było to miejsce sakralne. Niedaleko stąd znajduje się źródło rzeki Regi, a w kulturze tradycyjnej źródła rzek traktowane były jako miejsca mistyczne, a czasem wręcz święte. Cała wyspa została wybrukowana. Niewykluczone, że najważniejszym na niej miejscem był ogromny kamień, pełniący zapewne funkcję ołtarza ofiarnego. Jakie ofiary na nim składano?

- Nazwałem to miejsce wyspą świętych koni - uśmiecha się płetwonurek Jacek Niegowski. - Bo choć szukamy pod wodą znalezisk z przeszłości od ponad dwudziestu lat, to, co odkryliśmy tutaj, było naprawdę niezwykłe. Na głębokości kilku metrów natrafiliśmy na znakomicie zachowane szkielety koni wskazujące na celowe zostawienie zwierząt w tym miejscu. Wrażenie było niesamowite... W takiej sytuacji człowiek natychmiast zaczyna sobie wyobrażać pogański rytuał.

Nie wiadomo jednak, czy składane w ofierze konie były zawsze topione, czy też po ich zabiciu zjadano je podczas rytualnej uczty.

Konie we wczesnośredniowiecznych kulturach pogańskich miały szczególne znaczenie. Wierzono, że łączą one świat ludzi ze światem bogów. Używano ich do wróżb i wyroczni - jeśli przed rozpoczęciem wojny koń potknął się podczas rytualnego przemarszu, wojsko nie wyruszało do bitwy.

Metodą dendrochronologiczną, a więc datowaniem na podstawie przyrostu słojów drzew, udało się ustalić, jaka jest dokładna data budowy nabrzeża.

- Jesteśmy w stanie określić datę ścięcia drzewa nawet co do miesiąca - zapewnia prof. Wojciech Chudziak. - Choć wyspę użytkowano od IX do XI wieku, to drewno zastosowane do zabudowy linii brzegowej pochodzi z lat 1042-1082.

Wyspa na Jeziorze Zarańskim nie pełniła jednak wyłącznie roli sakralnej. Była też bez wątpienia ogromnym jak na ówczesne czasy targiem. Pomosty wybudowane przy drewnianym nabrzeżu służyły kupcom, po których zachowało się dużo przedmiotów.
- Pod wodą natrafiliśmy na mnóstwo zabytków świadczących o tym, że przy brzegu odbywał się handel - mówią toruńscy archeolodzy. - Mamy wagi, odważniki, monety. O skarbach, oczywiście, nie ma mowy, choć udało nam się znaleźć jedną monetę bizantyjską. Jest bardzo prawdopodobne, że Thietmar pisząc o "handlowych pomostach" u Pomorzan miał na myśli właśnie takie miejsca, jakie udało nam się odkryć...

Naukowcy są zdania, że Pomorzanie we wczesnym średniowieczu stworzyli kulturę, w której ścierały się wpływy różnych ludów. Niewiele było jednak dowodów potwierdzających tę tezę. Toruńscy archeologowie odkryli w Żółtym znakomicie zachowane drewniane przedmioty codziennego użytku z motywami zdobniczymi typowymi dla sztuki wikińskiej. Dotychczas najwięcej takich przedmiotów na ziemiach polskich odkryto na wyspie Wolin. - Drewno przykryte warstwą ziemi szybko ulega degradacji - wyjaśnia dr Ryszard Kaźmierczak - Ale w mule na dnie jeziora czy rzeki proces gnicia przebiega o wiele wolniej. Dzięki badaniom podwodnym odkrywamy mnóstwo zabytków, które w ziemi po prostu nie mogły się zachować. Prowadzenie prac archeologicznych pod wodą jest jednak niezwykle trudne. Wyspecjalizowanych płetwonurków archeologów jest w Polsce niewielu. Specjalistyczny sprzęt jest kosztowny, a tempo prac podwodnych jest znacznie wolniejsze niż odkrywki naziemne.

- Schodzimy pod wodę na dwie godziny dziennie - mówi Sebastian Lipiejko. - Pracujemy głównie eżektorem, czyli specjalną rurą, która wysysa z dna muł odkrywając bez naruszenia to, co się w nim kryje. Najskuteczniejszym narzędziem płetwonurka archeologa są jednak jego dłonie. To, co wydaje się istotne, trzeba wziąć do ręki i ocenić, czy jest to zabytek.

Wykopaliska nad Jeziorem Zarańskim w tym roku dobiegły już końca. Opracowanie wydobytego z ziemi i dna jeziora materiału trwać będzie kilka miesięcy.

- To stanowisko trzeba będzie badać jeszcze przez kilka lat - stwierdza prof. Wojciech Chudziak. - Nie mam wątpliwości, że już dziś, ze względu na zachowane konstrukcje, zasługuje ono na miano "wczesnośredniowiecznego Biskupina". Musimy jednak się spieszyć. Jeśli poziom wody w jeziorze opadnie choćby o pół metra, wszystko ulegnie szybkiemu zniszczeniu.
Za: Radosław Rzeszotek, Nowości

Powiadamiacz

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach w naszym serwisie, wpisz swój adres email i wyślij.


Wszelkie prawa zastrzeżone © gniazdo.rodzimowiercy.pl
CEP CMS wersja 0.1.100