Gniazdo - rodzima wiara i kultura

G n i a z d o

Rodzima wiara i kultura

Strona główna   •   Gniazdo   •   Konkurs   •   Szukaj   •   Linki   •   Kontakt

Kultura

Rocznica śmierci Marzyna z Krzeszowic
2008-10-29
30 października minie 10 lat od śmierci mojego ojca Mariana Konarskiego (1909-1998), malarza, rzeźbiarza, poety, teoretyka sztuki, używającego też pseudonimu artystycznego "Marzyn z Krzeszowic". Odszedł w wieku 89 lat.

Spoczywa na cmentarzu w Krzeszowicach, gdzie został odprowadzony z orkiestrą, władzami miasta, pocztami sztandarowymi organizacji kombatanckich, gdyż tuż przed wybuchem wojny w tej miejscowości wybudował dom i pracownię na znak protestu przeciwko, jak to nazywał, krakowsko-kołtuńsko-kawiarnianym dyskusjom o sztuce. We wstępie do katalogu jednej z wystaw napisał: "Mimo, że mieszkałem w tak znakomitym ośrodku artystycznym jak Kraków - wolałem przenieść się w 1938 roku do Krzeszowic, by móc pracować na uboczu, w ciszy, z dala od tak zwanego życia artystycznego."

W tych Krzeszowicach przeczekuje socrealizm, taszyzm i inne popierane przez władze kierunki, aby w tym małym miasteczku pozostać wiernym samemu sobie i swojemu poetyckiemu ekspresjonizmowi.

Urodził się 8.XII.1909 roku w Chrzanowie, gdyż jego ojciec Józef Konarski (1879-1936), ur. w Gajach Smoleńskich, jako wysoki rangą funkcjonariusz izby skarbowej pracował w różnych miejscowościach Galicji. Jego dziadek, Dominik Konarski (1824-1899), ur. w Olesku koło Brodów, przez 17 lat służył w armii austriackiej, uczestniczył w trzech wojnach - węgierskiej, włoskiej, francuskiej, w 1848 został ciężko raniony w bitwie pod Custozą. Po zwolnieniu z wojska w lasach w pobliżu Olejowa, należących do hrabiów Wodzickich, szkolił konspiracyjnie polskie oddziały, z którymi w 1863 roku zaatakował Rosjan w miasteczku Radziwiłłów, co wskutek zdrady i nieudolności dowódców skończyło się straszną masakrą polskich powstańców. Potem, wraz z żoną Pauliną z Kindzińskich, przez lata ukrywał się w Galicji przed żandarmerią austriacką, która tropiła powstańców i oddawała ich w ręce Rosjan.

W roku 1928 Marian Konarski zdaje maturę w krakowskim IV Gimnazjum im. H. Sienkiewicza i zostaje przyjęty na wydział malarstwa krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, gdzie studiuje pod kierunkiem profesorów: Władysława Jarockiego, Ignacego Pieńkowskiego i Xawerego Dunikowskiego. W roku 1929 wstępuje do grupy artystycznej Szczep Rogate Serce powołanej przez rzeźbiarza Stanisława Szukalskiego i przybiera pseudonim "Marzyn". Za przynależność do tej grupy zostaje wydalony z uczelni w listopadzie 1929 roku i kształci się pod kierunkiem Szukalskiego. Mianowany "Szczepowym" organizuje wystawy Szczepu Rogatego Serca i redaguje pismo "Krak", będące organem tej grupy. Równocześnie debiutuje jako poeta na łamach dodatku literackiego krakowskiego Ilustrowanego Kuriera Codziennego i wydaje drukiem swój pierwszy poemat "Naprzeciw radości".

W czasie okupacji hitlerowskiej przebywa w Krzeszowicach gdzie działa w ZWZ, potem w AK w stopniu sierżanta podchorążego. W tym czasie w jego domu w Krzeszowicach działa tajna drukarnia wykonująca fałszywe dokumenty dla potrzeb oddziałów partyzanckich na Podhalu. Natomiast oficjalnie prowadzi zakład malarsko-lakierniczy zatrudniający członków organizacji konspiracyjnych, chroniąc ich tym samym przed okupantem.

Po wojnie, w zaciszu swojej krzeszowickiej pracowni, dużo maluje, rysuje i rzeźbi, ale wystawia bardzo mało i nie zabiega o aplauz środowisk artystycznych, a wręcz czuje się bez nich bardzo dobrze. W dalszym ciągu pełni godność szczepowego Szczepu Rogatego Serca, utrzymując kontakt z mieszkającym w Kalifornii Stanisławem Szukalskim i szczepowcami rozsianymi po całym świecie. W celach zarobkowych wykonuje obrazy i polichromie w kościołach.

Prace Mariana Konarskiego znajdują się w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie i Wrocławiu, Muzeum Okręgowego w Toruniu, Muzeum Górnośląskiego w Bytomiu, Muzeum Ziemi Krzeszowickiej, Muzeum Polskiego w Chicago oraz w zbiorach prywatnych w kraju i za granicą.

Mój ojciec przyjął pseudonim "Marzyn", gdyż to oddawało charakter jego duszy a marzycielstwo ujawniało się w malarstwie, rzeźbie i poezji. Natomiast jego życiową dewizą, którą kierował się przez całe życie, było "miłować i walczyć" co potwierdzał znak "Rogatego Serca", który nosił w klapie marynarki. Jego mistrz duchowy Stanisław Szukalski zawsze swoim uczniom powtarzał, że dobrych i porządnych ludzi jest na świecie bardzo dużo, ale serca twórców muszą mieć rogi i tylko rogaci mogą coś osiągnąć.

Do Krakowa jeździł bardzo niechętnie i choć z konieczności musiał czasem spotkać się z kimś w kawiarni to bardzo nie lubił tracenia czasu na dyskusje o niczym. Natomiast przez długie lata, raz w miesiącu, w niedzielne południe, zapraszał swoich kolegów do Krzeszowic. Te trwające godzinami niedzielne dyskusje o sztuce, w których uczestniczyli profesorowie wyższych uczelni, literaci, aktorzy, poeci, mnie również dostarczały niezapomnianych przeżyć. Zasada była tylko jedna - mówimy tylko o przyszłości, bo "motorem sztuki jest wyprzedzanie". Również o tym pisał - "Sztuka zawsze musi iść przed politykami, uprzedzać przed ich krótkowzrocznymi i antyludzkimi konszachtami".

W lutym 1980, a więc na pół roku przed wydarzeniami na Wybrzeżu w wydanej własnym nakładem rozprawie "Osobowość narodu w sztuce i kulturze" mój ojciec apelował do twórców:

"Polskim robotnikom z pomocą musi przyjść konkretny twórczy czyn polskiej sztuki, poezji i filozofii".

W dniu 2 października 1980 roku ukończył poemat "Rapsod Sierpniowy", dedykowany Lechowi Wałęsie i stoczniowcom gdańskim. Kilka dni potem w pierwszej krakowskiej siedzibie "Solidarności" przy ul. Karmelickiej spotkał się w mojej obecności z Lechem Wałęsą i powiedział mu, że każdej rewolucji musi towarzyszyć sztuka i bez twórców będzie mu trudno zjednoczyć naród. Potem do końca życia nie mógł zrozumieć dlaczego idea "Solidarności" nie zrodziła nowej polskiej sztuki i został tylko mizerny "Człowiek z żelaza".

Najbardziej mój ojciec denerwował się, gdy ktoś powiedział mu, że jest plastykiem. Odpowiadał wtedy - "Nie jestem żadnym plastikiem lecz malarzem". Z konieczności chodził do "związku plastików", gdyż bez przynależności do Związku Polskich Artystów Plastyków w tamtych czasach nie mógłby wystawiać rachunków za swoje prace. Nie lubił też takich pojęć jak "sztuka nowoczesna", "sztuka europejska". Swoją sztukę nazywał realizmem poetyckim i szedł własną drogą, cały czas z dala od salonów artystycznych. Również środowiska artystyczne poświęcały mu bardzo niewiele uwagi, czym się zresztą nie przejmował.

W grudniu przewidywane jest otwarcie wielkiej retrospektywnej wystawy prac Mariana Konarskiego w dworze Ziyada Raoofa w Tomaszowicach pod Krakowem, którą przygotowują Agnieszka Przybyłowicz i Tomasz Ciepliński z Galerii TA.
Leszek Konarski, za: www.gazetawyborcza.pl

Powiadamiacz

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach w naszym serwisie, wpisz swój adres email i wyślij.


Wszelkie prawa zastrzeżone © gniazdo.rodzimowiercy.pl
CEP CMS wersja 0.1.100