Gniazdo - rodzima wiara i kultura

G n i a z d o

Rodzima wiara i kultura

Strona główna   •   Gniazdo   •   Konkurs   •   Szukaj   •   Linki   •   Kontakt

Polityka i społeczeństwo

Magia trzyma się mocno
2009-10-29

Najnowsza "Polityka" zamieszcza artykuł o nieprzerwanej żywotności magii we współczesnym świecie. Czytamy horoskopy, boimy się czarnych kotów, a niektórzy z nas chodzą do wróżek po radę i do szeptuch po zaklęcia.


Robotnicy pracujący na budowie w londyńskim Greenwich trafili na zakorkowaną kamionkową butelkę z wizerunkiem brodatego mężczyzny. W środku coś pływało. Archeolodzy od razu wiedzieli, że może to być popularna w XVI- i XVII-wiecznej Anglii butelka na czarownice (ang. witch bottle, niem. Hexenflasche), która miała wyłapywać złą energię, skierowaną w posiadacza butelki. Dotknięty klątwą zakopywał w ustronnym miejscu butelkę z własnym moczem, krwią, włosami, obciętymi paznokciami oraz gwoźdźmi i igłami. Magiczne ingrediencje wkładano do szklanych fiolek lub nadreńskich kamionek z podobizną inkwizytora Roberta Bellarmina (1542–1621), który skazał Giordano Bruno – wierzono bowiem, że jego groźne oblicze odstraszy złe duchy.


Dotychczas znaleziono około 200 takich butelek, ale żadna nie była pełna, dlatego brodacz z Greenwich natychmiast trafił do laboratorium. W czerwcowym "British Archaeology" Alan Massey z Wydziału Chemii Loughborough University i Richard Cole z Leicester Royal Infirmary napisali, że w butelce gwoździe, igły, włosy i paznokcie pływały w 300-letniej urynie. Wielkość paznokci dowodzi, że butelka należała do mężczyzny, staranny manicure, że był arystokratą, a kotonina (powstała w wyniku rozkładu nikotyny), że był nałogowym palaczem. Teraz trwają próby pozyskania jego DNA, by porównać je z materiałem genetycznym żyjących w Greenwich od wielu pokoleń rodzin bogaczy.

Istniały dwie szkoły: według jednej zaklęcie chroniło, dopóki butelka pozostawała nieodkryta i zamknięta, według drugiej należało ją wrzucić do ognia, by urok puścił, a wiedźma umarła. Echem tego ostatniego jest sprawa sądowa z 1682 r. z londyńskiego Old Bailey przeciwko 60-letniej Jane Kent, oskarżonej o zabicie Elisabeth Chamblet. Ponoć rzucony przez nią urok sprawił, że kobieta zaczęła chorować i zmarła. Mężowi Elisabeth aptekarz poradził zagotować mocz żony z jej paznokciami i włosami. Mężczyzna zrobił, jak mu kazano, a gdy mikstura zaczęła bulgotać, Jane Kent z krzykiem zaczęła się dobijać do drzwi Chambletów – był to znak, że jest winna. Mimo to sąd uwierzył staruszce, która przysięgała, że nie ma nic wspólnego z czarami, jest uczciwa i co niedziela chodzi do kościoła.

Przesądna małpa

Czy to już przeszłość, a ludzkie wydzieliny trafiają do laboratoriów jedynie w celach diagnostycznych? Nic podobnego. Także dziś witch bottle może sporządzić niejedna szeptucha, zapewnia etnograf dr Zuzanna Grębecka z Uniwersytetu Warszawskiego, od lat badająca magię ludową na pograniczu polsko-białoruskim. Do czarownic (staruch, babek, szeptuch, szeptunek) chodzi się ze wszystkim, choć najczęściej w sprawach zdrowia, miłości, bogactwa i różnego rodzaju bolączek współczesnych, jak cellulit, nadwaga, nałogi czy kłopoty z mężem pijakiem.

– Zdawać by się mogło, że magii ludowej należy szukać na prowincji, najlepiej w drewnianej chacie, tymczasem na Białorusi z usług czarownic korzysta większość ludzi, gazety drukują rubryki z zaklęciami i ogłoszeniami w stylu "uroki zdejmuję szybko", w księgarniach leżą podręczniki do czarów, a internetowe strony magiczne mają wielką oglądalność – mówi dr Grębecka. Zajmująca się badaniem ziołolecznictwa we wschodniej Polsce dr Ewa Pirożnikow z Uniwersytetu w Białymstoku dodaje: – Współczesna magia znajduje pole do popisu tam, gdzie nie da się ocenić rozumem skuteczności i mechanizmów działania, stąd ziołowe kuracje odchudzające, odmładzające, podnoszące odporność czy poprawiające pamięć. Ostatnio jedna z rozmówczyń przekonywała mnie, że nie da się wychować dziecka bez okadzania, a moja sąsiadka wysłała poświęcone wianuszki do Kanady do okadzania dziecka znajomej.

Magia trzyma się mocno. Podczas gdy na Zachodzie wraca pod postacią ruchów New Age, wróżbiarstwa, chiromancji, astrologii, neopogaństwa, we wschodniej Europie nigdy tak naprawdę nie została wykorzeniona. Otaczająca nas rzeczywistość jest tak przypadkowa i nieprzewidywalna, że na wszelkie sposoby staramy się zachować nad nią kontrolę. – Jedną z iluzji kontroli są zabobony i przesądy, spluwanie przez lewe ramię czy ucieczka przed czarnym kotem to elementy starej jak świat magii – mówi psycholog Tomasz Grzyb z wrocławskiej Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. – Nie jesteśmy pod tym względem jedyni, gdyż eksperymenty na szympansach wykazały, że one też są skłonne do powtarzania pewnych rytualnych czynności, które wcale nie muszą mieć wpływu na osiągnięcie zamierzonego celu. Podobnie moi studenci, którzy – na wszelki wypadek – zaginają w indeksach ostatnią stronę. I chociaż przyjęło się uważać, że bardziej zabobonni są ludzie prości, tak naprawdę żadna z grup społecznych nie jest wolna od zabobonu. Znam profesorkę psychologii, która nie poprowadzi wykładu bez swojego szczęśliwego laptopa.

Założenie, że pierwszym stadium świadomości ludzi była magia, potem pojawiła się religia, a w końcu nauka, zawdzięczamy Jamesowi Frazerowi, autorowi "Złotej Gałęzi", fundamentalnego dzieła antropologii kultury. Wyrasta ono z ewolucjonizmu i judeochrześcijańskich wyobrażeń, uznających magię za prymitywną i niższą rangą w stosunku do religii. – Rozdzielenie magii i religii to zabieg myślowy wartościujący inne religie z naszego europocentrycznego punktu widzenia – tłumaczy antropolog kultury prof. Michał Buchowski z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. – U nas rozdzielenie to miało miejsce w późnym średniowieczu, gdy zinstytucjonalizowany Kościół walczył i zwyciężył ze światopoglądem ludowym. Niektórzy twierdzą, że było to tylko ideologiczne narzędzie w walce o władzę, wpływy i rząd dusz. Za bardziej zabobonnych uchodzili katolicy, ale zarówno oni, jak i protestanci wierzyli w magię, czego dowodem było palenie na stosach podejrzanych o czary – jeden z najokrutniejszych obrzędów magicznych.


Erotyczna lala

Według obiegowej definicji magia jest próbą oddziaływania na rzeczywistość za pomocą środków symbolicznych i tym różni się od religii, że stosuje przemoc (a nie prośby) oraz ma mniejszą skalę (dotyczy przyziemnych rzeczy).

Tymczasem wszystko jest kwestią interpretacji. – Protestanci zarzucali katolikom, że w przeistoczeniu wina w krew widzą nie tyle symbol, ile autentyczne wydarzenie, co trąci magią. Niektórzy, jak prof. Morton Smith, nawet w cudach Chrystusa dopatrzyli się magicznych praktyk, na przykład w mieszaniu śliny z ziemią, by przywrócić wzrok niewidomemu. Dlaczego namaszczanie olejkami, polewanie wodą święconą czy okadzanie, uznawane w chrześcijaństwie za czynności religijne, w innych kulturach i religiach postrzega się jako czynności magiczne? – zastanawia się prof. Buchowski.

Zamykanie zaklęć w pojemnikach i używanie w magii ludzkich wydzielin stosuje się od wieków. Ousia, czyli przedmioty związane z ofiarą (włosy, paznokcie czy ubrania), były stosowane w magii, zwłaszcza miłosnej. Magia erotyczna była agresywna i wykorzystywała dwa klasyczne sposoby kojarzenia pojęć – przez podobieństwo, czyli metaforę (laleczki, figurki, zdjęcia), lub styczność, czyli metonimię (przedmioty należące do ofiary lub jej wydzieliny). To właścicielka pukla włosów miała być pozbawiona woli i wypełniać erotyczne zachcianki zaklinającego, a wypity przez kobietę napój miłosny miał zawierać kroplę krwi (lub spermy) tego, który chciał posiąść władzę nad jej sercem i ciałem. Oprócz zaklęcia niezbędna była figurka z wosku, gliny lub materiału. W British Museum w wosk jednej z takich staroegipskich figurek wciśnięto rude włosy i nieczytelny zwitek papirusu. Można założyć, że sporządzono ją w celu "przywiedzenia ukochanej", co opisuje papirus magiczny z Paryża (z IV w. p.n.e.). Figurkę pożądanej osoby należało przekłuć szpilami, polać krwią i zakopać lub wrzucić do grobu, studni czy morza.

Dziś na pograniczu polsko-białoruskim rytuał jest bardziej okrojony, choć pozostało chuchanie, dotykanie, okadzanie. – Kiedyś okrążało się drzewa, groby czy kamienie, teraz dominuje słowo, a wypowiedzenie zaklęcia jest równoznaczne z działaniem. Do atrybutów magicznych należą święte obrazki, krzyże, ale i woda lub alkohol, nad którymi wypowiada się zaklęcie, deponuje lub daje komuś do wypicia. Nadal jednak wykorzystywane są ludzkie wydzieliny, włosy i paznokcie, a czasem i krew menstruacyjna, która od wieków uchodzi za najsilniejszą substancję magiczną stosowaną w rytuałach płodności – mówi dr Grębecka.

Realna magia

W nowożytnej Europie wierzono, że do poruszania się w świecie pełnym magii potrzebni są przewodnicy, zaklęcia i amulety. Kościół próbował wyrugować magię i ludową służbę zdrowia, mówiąc, że więcej w niej przesądów niż medycyny. Według niego, czarownice częściej odbierały krowom mleko, usuwały ciąże, rzucały uroki, niż leczyły. W ich praktykach dominował rytuał, ale to też lepiej przemawiało do biedoty, było bardziej dostępne i tańsze.

Zresztą ludzie Kościoła mylili się co do medycznych kwalifikacji znachorów. – Często badali oni pacjentów dokładniej niż kształceni lekarze – wąchali ich wydzieliny, dotykali chorej skóry, sprawdzali puls, gorączkę, stan włosów oraz paznokci, dzięki czemu nierzadko stawiali trafną diagnozę i potrafili zaaplikować odpowiednią zielną kurację – mówi dr Pirożnikow.

Tę bliskość z naturą długo nazywano reliktem pogańskich wierzeń. Jednak Johannes Dillinger z Oxford Brookes University twierdzi, że magia ludowa w XIX w. nie była symboliczna, ale całkowicie realna i mocno wrośnięta w chrześcijaństwo, a my patrzymy na nią poprzez teksty teologów, niemających pojęcia o tym, co działo się na wsiach. Tymczasem miejscowi księża chadzali do znachorów, w zaklęciach powoływano się na świętych, Maryję czy Jezusa, a formuły magiczne przypominały litanie. – Większość czarownic zapewnia, że są naczyniem boskiej mocy i czynią dobro (tylko jedna ze znanych mi szeptuch mówiła, że ma moc od diabła). Ich zaklęcia to apokryfy w pigułce z żywotów świętych, do których zresztą, ze względu na ich specjalizacje, najczęściej się zwracają, do czarów stosuje się święcone rośliny. Praktyka religijna miesza się z magiczną, tak jak zaklęcia przetykane są zdrowaśkami – mówi dr Grębecka.


Dyplomowany znachor

Istnieją naukowe dowody, że magia działa przynajmniej wtedy, gdy ktoś w nią wierzy. Ponieważ na nasze ciało ma wpływ psychika, w sytuacjach lękowych w naszym mózgu wydzielają się substancje odpowiedzialne za konkretne objawy fizjologiczne, wywołujące stany chorobowe. Jeśli wierzymy w rzuconą na nas klątwę, spodziewamy się najgorszego, zaczynamy się źle czuć (samosprawdzająca się przepowiednia) i każdy nieszczęśliwy zbieg okoliczności interpretujemy jako magię. To działa też w drugą stronę, czego najlepszym dowodem jest efekt placebo. – Mimo że w ciągu ostatnich lat nauka się rozwinęła, dostęp do wiedzy stał się powszechny, zabobonów wcale nie ubywa. Nadal niektórzy chodzą do wróżek, wierzą w horoskopy, gwiazdy. Nie sądzę, by nastał kres wiary w zabobony – mówi Tomasz Grzyb, a dr Grębecka dodaje: – Na wsiach działa wielu specjalistów – do zielarki idzie się po zioła, kręgarz nastawia kości, a szeptucha rzuca czary. Każdy zna swoje miejsce. Z moich obserwacji wynika, że tam, gdzie magia jest żywa, lekarze nie są jej przeciwni. Zdarza się, że czarownica odsyła do lekarza, a lekarz sugeruje wizytę u babki – mówi dr Grębecka.

Panuje wręcz moda na magiczną edukację. Zdradzenie byle komu zaklęć czy podanie tajemnych przepisów sprawia, że osoby magiczne tracą moc, wydobycie na siłę tych informacji często jest więc niemożliwe. Jednak przed śmiercią każda czarownica powinna przekazać swoją wiedzę i umiejętności zaufanej osobie. W przeszłości najczęściej były to najstarsze lub najmłodsze dzieci lub wnukowie, dziś na Białorusi często ostatnimi powiernicami starych czarownic są pielęgniarki. Ponieważ jednak magia to proceder wielce opłacalny, czarownice z przypadku szukają możliwości dokształcenia w bibliotekach czy Internecie. – Nie przez przypadek magia korzeni zachowała się właśnie we wschodniej części Polski – mówi dr Grębecka. – Prawosławie, ten najbardziej mistyczno-duchowy odłam chrześcijaństwa, zawsze było najbliżej magii. Gdy w Związku Radzieckim upadł komunizm, pojawiła się wielka dziura metafizyczno-światopoglądowa. To dlatego odrodziła się tam magia, której nigdy do końca nie udało się wykorzenić. Jej renesans to jednocześnie powrót do tradycyjnej duchowości i religii.

Magia towarzyszy nam od zawsze nawet, jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy. Bo magią jest nie tylko plucie przez lewe ramię czy chodzenie do wróżek, ale również myślenie stereotypami, które tak lubimy i często stosujemy. – Magia to rodzaj spojrzenia na świat i sposób funkcjonowania w nim, naukowo zwany ontologią archaiczną, myśleniem prelogicznym czy psychodynamiką oralności, który zakłada między innymi, że nie wszystkie połączenia przyczynowo-skutkowe są sprawdzalne empirycznie – mówi dr Grębecka. A prof. Buchowski dodaje: – Światopogląd ludów archaicznych ma wymiar duchowy, nasz materialny. U nas miernikiem rzeczy są relacje między nimi, u nich stosunki międzyludzkie.

Mimo naszego materializmu większość z nas podskórnie wierzy w magię, której zadania nie zmieniają się od tysięcy lat – dają złudzenie panowania nad przypadkowym światem. To do niej lub do religii zwracamy się w sytuacjach beznadziejnych. Raczej nie ma co liczyć, że całkowicie zabijemy w sobie homo magicusa.


Za: Polityka

Agnieszka Krzemińska

Powiadamiacz

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach w naszym serwisie, wpisz swój adres email i wyślij.


Wszelkie prawa zastrzeżone © gniazdo.rodzimowiercy.pl
CEP CMS wersja 0.1.100